Witam...
Kilka dni temu gdy wróciliśmy z mężem z podróży weszłam do łazienki.. mój niefart, że potknęłam się o wagę... no już nie miała gdzie leżeć tylko na środku łazienki... !!!
pomyślałam... a wskoczę.. póki nikogo obok nie ma.. i nagle.. SZOK!! niedowierzanie !!! 66kilo... o 10 za dużo... rozpacz..szybka analiza co jadłam ostatnio...wcale nie było tego dużo.... kolejna analiza... ruch... jaki ruch????!!!??? zabawne.. nie mam na to czasu...
po kilku godzinach emocje opadły..i stwierdziłam że czas coś z tym zrobić... to był weekend...
ahhh... od poniedziałku zacznę.. pomyślałam..
ale biorąc pod uwagę, że już kilkakrotnie zaczynałam coś nowego od poniedziałku i nic nie wychodziło na dłuższa metę.. postanowiłam "ogłosić" to na blogu... właśnie tutaj... liczę na to, że będzie mnie to motywować w najgorszych momentach..w krytycznych momentach :)
Tak więc..dziś już mamy wtorek..
Zaczęłam od wczoraj...
Sprawa wygląda tak.. mam 154 cm wzrostu i ważę 66kilo... jakaś masakra.. po urodzeniu dziecka ważyłam 63..ale skądś przybyło oponki na brzuchu.... czas z tym skończyć..
Od wielu miesięcy jestem wierną (do tej pory BIERNĄ) fanką na facebooku ćwiczeń Pani Ewy Chodakowskiej... Prawie codziennie podziwiam u niej na profilu osiągnięcia innych osób.. i w sumie na tym do tej pory moje "bycie fanem" polegało... postanowiłam to zmienić..
Weszłam na jej profil na youtubie i znalazłam to co daje efekty u innych!!! trafiłam akurat na poniższy filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=7sKVEjDC7qY
Jejku..gdybyście mnie widzieli...gracji w moich ćwiczeniach nie było za grosz... jak jakaś łamaga...ale czego się można spodziewać... ostatni raz ćwiczyłam w szkole na w-fie...a teraz od kilu lat praca za biurkiem po 9 godzin...
No ale wytrzymałam..dałam rade... czuje to dziś...
Postaram się również spowiadać z tego co jem, żeby nie było, że się głodzę... O nie!!! ja lubię jeść... nie chce porzucać czegoś co sprawia mi przyjemność...
Wczoraj było...
- śniadanie: jogurt fantasia z jagodami i garścią płatek fitnes; szklanka wody
- okolo 12.30 obiad: ryż z grilowanym filetem zapiekamym ze szpinakiem i surówka.
- deser: dwie łyżki lodów waniliowych
- okolo 16 - zupa pomidorowa..
- 18.00 - 30 minut ćwiczen ;)
- 19 nektarynka i 6 malych cukierków irysów (taka skucha na koniec dnia)
- o 21 jeszcze jedna nektarynka....
Hm...
jak na to patrze..to trochę sporo wczoraj tego było...
Dziś też "tak sobie" to wygląda...
- sniadanie: dwie kanapeczki z chudą wedliną, sałatą, oliwkami, papryką czerwoną i żółtym serem; woda
- 2 śniadanie: garść pistacji i opakowanie ciasteczek belvita...
- obiad: mcwrap (auć) miodowo-musztardowy i domowa lemoniada
- podwieczorek - lody wanilowe i 5 orzeszkow solonych..
No... :) jestem juz po kolejnej serii 5x6... Padnieta jestem...mam wrazenie ze dzis bylo cieżej niż wczoraj...ale to chyba znaczy ze wszystko działa...a Pani Ewa nie kłamie...co by do przodu...jeszcze 98 dni przede mna :)
jak tylko zrobię zdjęcie swoich krągłości to wrzucę je odrazu ..no i nie zapomnę się ZMIERZYĆ :)
TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz